REJESTRACJA LOGOWANIE KONTAKT








Mój koszyk (0)
          KSIĄŻKI           CZASOPISMA           GRY           PROGRAMY           EBOOKI           PAKIETY           PRENUMERATA           PLAKATY              
DARMOWA WYSYŁKA
JUŻ OD 100 ZŁ
         
PRENUMERATA
DO 30% TANIEJ
         
PŁATNOŚCI PRZYJMUJEMY
TAKŻE PRZEZ PAYPAL
     


30 LAT PO KRZEMOWEJ REWOLUCJI

Maszyna, o której opowiem jest niezwykła. To przykład doskonałego i kompletnego projektu, który z trudnością odnalazł swoją drogę do upowszechnienia. Niestety nie był w odpowiednim czasie w rękach właściwych ludzi i szybko został wyparty na margines. Mimo to wiele osób zdążyło zauważyć, że konstrukcja ta wyprzedziła swoje czasy. Stała się podwaliną nowoczesnej architektury komputerów osobistych, które przejęły i rozwinęły pierwotną koncepcję.

Był to nowatorski pomysł, który wbrew pozorom nie powstał w laboratoryjnych warunkach wielkiej korporacji, lecz w umyśle jednego człowieka. Wpłynął on w znaczący sposób na losy informatyki, lecz dalszy rozwój dokonał się już bez niego. Komputer jako taki zmienił się nie do poznania, choć jego główne funkcje pozostały podobne. W dzisiejszym sprzęcie odnajdujemy dziedzictwo historii, choć często tak zniekształcone, że trudno je rozpoznać. Informatyka kroczy drogą, która coraz mniej znosi inności i alternatywy. Nie wszyscy akceptują taki stan rzeczy. Na co dzień mówimy o tym niewiele, a przez ostatnie trzydzieści lat wydarzyły się rzeczy dramatyczne.

Ludzie mają krótką pamięć. Wczoraj zachwycali się fantastyczną miniaturyzacją układów scalonych i ich różnorodnością, chociaż widzieli je rzadko i z pewnej odległości. Dziś – gdy te same urządzenia otaczają nas zewsząd - mało kto zastanawia się nad ich budową. Nastąpiła ogromna unifikacja, która dla większości produktów oznaczała wyrzucenie na śmietnik. Jeszcze dwadzieścia lat temu nie było to wcale takie oczywiste. Promocja jednej ścieżki rozwoju powoduje negatywne skutki, bo rynek opanowany jest przez jedną „słuszną” technologię.

Sprzęt traci swoją unikalność, a użytkownicy przestają mieć realny wybór komputera, na którym mają pracować. Pojęcie to stało się synonimem peceta, a zatem klonu standardu IBM PC wypromowanego w latach '80-tych. Przez to coraz mniej dostrzegamy inne rozwiązania, które jeszcze niedawno były traktowane równorzędnie. Dzisiaj nazywane są „tylko” alternatywami i mówimy o nich w formie ciekawostki. Jednak stoją za nimi ludzie, którymi kierowały własne wizje informatyki i w większym lub mniejszym stopniu przyczynili się do rozwoju komputera osobistego. Wielu z nich wykazało się czymś więcej niż talent. Niestety świat o nich zapomina stawiając na pierwszym miejscu interesy obecnie panujących standardów. Czy ktoś chroni przeszłość dla przyszłych pokoleń? Robią to tylko małe grupy uznane za zgromadzenia niegroźnych ekscentryków. Kultywują formy, które rynkowo odeszły w niebyt, ale wiedza o nich jest nieoceniona. Bez niej nie będziemy w stanie zrozumieć prawdziwych motywów postępowania ludzi przez lata wywierających wpływ na informatykę.

Komputer przestał być hałaśliwą skrzynką z monitorem, dzisiaj to raczej błyszczący komunikator mieszczący się w kieszeni. Jest różnie nazywany, lecz w istocie stanowi kolejną formę urządzenia zwanego „osobistym”. Wraz z rozwojem rynku sprzętów mobilnych, progres działa w stronę ukierunkowania funkcjonalności do bardzo wąskich zastosowań. W konsekwencji podążamy ku upraszczaniu oprogramowania. Jak impulsy nerwowe, tak nieużywane odgałęzienia informatyki ulegają powolnemu zanikowi. Na znaczeniu zyskują natomiast te obszary, dla których przeznaczone są nowe produkty. Dedykowane oprogramowanie zastępowane jest przez uniwersalne usługi sieciowe, przez co tracimy charakterystyczne cechy systemu, który musi działać na „wszystkim”. Sprzęt z kolei, ma być stylowy i modny. Ważne, aby umożliwiał wykonywanie podstawowych czynności w prosty sposób. Ma przykuwać użytkownika do małego przedmiotu w rękach, a co za tym idzie - do informacji stale płynących z Internetu.

Nasze urządzenie, niezależnie od rodzaju, staje się powoli nieistotnym dodatkiem do zestawu coraz mniej rozbudowanych aplikacji. Nie oznacza to, że są prymitywne – mają być „inteligentne”. W efekcie to posiadacz jest kierowany przez interfejs programu, pozostawiając elastyczność pracy gdzieś obok. Klikamy, aby przejść „dalej” i uważamy, że jest to wystarczające. Przy okazji zbierane są dane na temat naszej aktywności, a następnym razem odpowiednio spersonalizowana reklama wskaże proponowany towar, sklep, film czy muzykę. To wszystko rzecz jasna dla naszego dobra, wszak czas to pieniądz.

Żyjąc w takim środowisku zapominamy, że uzyskiwane treści są ściśle kontrolowane przez media, reklamodawców i współpracujące z nimi serwisy informacyjne, a więc w skrócie – przez biznes. Presja maksymalizacji zysku powoduje, iż wiadomości są spłycane i często sprowadzane do roli sensacyjnych doniesień. Nie służą nabywaniu rzetelnej wiedzy, a ich treść odpowiada interesom ludzi ukrywających się za nazwami i sloganami, których wszędzie pełno. Jesteśmy otoczeni przekazem pełnym niedopowiedzeń i półprawd. Wiedza przepuszczana jest przez sito technologicznego filtru, którą już w połowie XX wieku George Orwell nazwał „nowomową”. Mało kto zadaje sobie trud weryfikacji głoszonych tez, a więc przestajemy „wiedzieć” - zaczynamy wierzyć. Wiadomość ma być nośnikiem wartości finansowej wyrażonej ilością widzów lub czytelników i temu mechanizmowi podporządkowywane są już nawet komentarze zamieszczane przez internautów. Większość nadaje ton, niezależnie od rzeczywistych walorów jej twierdzeń. Gdzie w tym kontekście jest miejsce na to, co nietypowe, niepopularne czy po prostu - mniej medialne? Czy prawdziwe wartości, które nie przynoszą wymiernych zysków są skazane na zapomnienie? Skoro tak, musimy zanegować artystyczny wymiar większości uznanych dzieł sztuki. Ich autorzy nierzadko żyli w biedzie, jak choćby Vincent van Gogh, który do śmierci pozostawał mało znanym twórcą.

Dziś wszyscy muszą ładnie wyglądać na błyszczącym ekranie, ale prawdziwy świat widać poza kamerą. Przypominamy sobie o nim w antraktach pomiędzy zdobywaniem nowych wątpliwych szczytów, a próbą zrekompensowania zmarnowanego czasu za pomocą niepohamowanej konsumpcji. Parcie ku gromadzeniu wartości materialnych zastępuje racjonalizm. Kolorowe fasady przesłaniają obraz życia, a wraz z nim – faktycznego rozwoju technologii, która jest wszędzie. Wizjonerstwo inżynierów z początków masowej komputeryzacji to już przeszłość. Do gry weszli gracze, z którymi nie można dyskutować. Swoje starania skierowali w celu stworzenia monopolu i spowodowali ujednolicenie rynku. Są grupą powiązaną wzajemnymi zależnościami, które faktycznie ograniczają swobodę działania. Standardy wiążące wokół wizji sprzętu IBM PC powodują, że nie ma miejsca na pytania i wątpliwości, chyba że w ramach tego samego pomysłu na komputer.

Autor: Adam Zalepa
Tekst jest fragmentem książki Zapomniana królowa maszyn, możesz ją kupić tutaj.




KSIĄŻKI
Systemy operacyjne
Programowanie
Inne

CZASOPISMA
RetroKomp
K&A plus
Amigazyn
Atari Fan
Amiga NG

OPROGRAMOWANIE
Gry
Programy

Directory Opus

E-BOOKI
RetroKomp
Amigazyn
Amiga NG

Amiga User
RetroKomp English

Systemy operacyjne
Programowanie
Inne

INNE
Regulamin
Napisz do nas







Copyright © 2015-2019
AMIGA.net.pl